Kategorie: Wszystkie | małżeństwo
RSS
sobota, 31 sierpnia 2013
Miłość wymaga pracy

Łatwo znaleźć składniki miłości, ale wszystko zależy od tego, jak się je miesza. Potrzeba ogromnej pracy.(...) Po pierwsze, trzeba umieć rozumieć i akceptować. Potem trzeba być najlepszym przyjacielem. Zawsze. Trzeba pracować nad pokonywaniem tego, czego w tobie nie lubi druga osoba. Potrzeba wielkiego serca, mimo że tak łatwo jest po prostu być małym człowiekiem w tak wielu sytuacjach... Czasami iskra zapalająca miłość jest z ludźmi od początku. Ale wielu tę iskrę bierze za płomień, który – jak uważają – będzie trwał wiecznie. To dlatego tak wiele ognia i żaru serc ludzkich po prostu się wypala i w końcu gaśnie. Nad prawdziwą miłością trzeba pracować diabelnie ciężko. 

Jonathan Carroll

czwartek, 29 sierpnia 2013
Mąż

"Kochający mąż nie musi dokonywać wielkich czynów (poza pokonaniem bestii swego egoizmu). Wystarczy, by zauważył codzienny trud żony. Przytulił ją czasem i pochwalił. Podziękował za wszystkie robione przez nią prace na rzecz domu - zarówno te, które dostrzega, jak i te, których nawet nie zauważa. Ważne, by czasem dostrzegł, że żona ładnie wygląda czy pięknie nakryła do stołu, by pocieszał ją, gdy się smuci, i cieszył jej radościami, by zatroszczył się o nią, gdy się źle czuje, np. przynosząc herbatę do łóżka. Warto zadbać dodatkowo o namacalne drobiazgi: własnoręcznie zerwany kwiatek, liścik z zapewnieniem o miłości do żony, drobny choćby prezencik bez okazji. Ot, takie drobiazgi, a zapewniam, że potrafią uczynić szczęśliwą każdą żonę.
A mąż też potrzebuje jakichś gestów? Oj, jak bardzo. Lecz też nie potrzeba żadnych cudów. Jemu wystarczy podziw w oczach żony dla jego dzielności i mądrości. Uznanie i wdzięczność za ciężką pracę na rzecz domu".

J. Pulikowski

wtorek, 27 sierpnia 2013
Wnuczek

"Lekarz pochylił w zakłopotaniu głowę. Stan jego pacjenta nie wykazywał żadnej poprawy. Od dziesięciu już dni starzec przestał reagować na leczenie. Nie podnosił się ze szpitalnego łóżka i zdawało się, że nie ma już ochoty dłużej walczyć o życie – zmęczony i zrezygnowany. Następnego dnia lekarz znowu czuł się zakłopotany. Tym razem z zaskoczenia. Cała energia starca powróciła. Siedział oparty o poduszki i odzyskał kolory.

- Co się wydarzyło? – zapytał lekarz. – Dopiero co wczoraj rozpaczaliśmy nad pana zdrowiem. Dzisiaj zaś wszystko cudownie funkcjonuje! Można wiedzieć, co się panu przydarzyło?

Staruszek uśmiechnął się. Przytaknął ze spokojem i powiedział:

- Ma pan rację. Coś się wczoraj wydarzyło. Wczoraj przyszedł do mnie mój wnuczek i powiedział mi: - Dziadku, musisz wrócić natychmiast do domu: mój rower się zepsuł!

W Domu Spokojnej Jesieni mówiono, że starsza pani był trochę wariatką. Miała bardzo dziwne przyzwyczajenie. Każdego wieczoru obejmowała i całowała telewizor. Asystent zapytał ją, dlaczego to robi.- Ten prezenter jest jedyną osobą na świecie, która pozdrawia mnie i uśmiecha się.


Bruno Ferrero

niedziela, 25 sierpnia 2013
Nienarzekaj

"Nie narzekam", powiedziała Anna. "Tata mówi, że narzekanie jest taką samą czynnością, jak skakanie przez skakankę albo słuchanie radia. Możesz włączyć radio, ale możesz też go nie włączać. Możesz narzekać, ale możesz też i nie narzekać. Ja wybrałam nienarzekanie."

Andy Andrews 

piątek, 23 sierpnia 2013
Przyjaźń to sztuka

Żałuję, że nie posiadam 

magicznej mocy tworzenia przyjaźni. 

Nie mam...

Przyjaźń nie jest czymś, 
co działa ściśle według reguł, 
których możemy się nauczyć. 

Przyjaźń i miłość jest sztuką, 
ale nie rodzajem sztuki komercyjnej 
nastawionej na tani i szybki efekt.

Przyjaciele to indywidualiści, 
którzy dobrowolnie ryzykują bycie
z innymi - to ludzie, dla których 
dzielenie się swoją unikalną osobowością
i radość przebywania ze sobą nawzajem 
jest efektem wspólnej decyzji.

Bez przyjaciół nie jesteśmy w pełni ludźmi. 

Przyjaciółmi musimy być i przyjaciół musimy mieć.

David Sammons


czwartek, 22 sierpnia 2013
Jestem

Zagubiona - bo nie wiem czy jestem w dobrym miejscu o dobrym czasie...

Tchórzliwa - bo czasem mam ochotę uciec i nigdy nie wrócić...

Nieufna - bo zawiedli Ci, na których najbardziej w życiu liczyłam...

Niedoskonała - bo chciałabym być motylem, a nie jestem...

Silna - bo czasem dziwię się, że jeszcze żyję...

Wiosenna - bo z nadzieją budzę się ze snu zimowego...

Bezradna - bo nie potrafię cofnąć czasu...

Zbolała - bo czasem upadam na samo dno...

Przygaszona - bo czasem myślę, że już dawno się coś we mnie wypaliło...

Średnia - bo często nie potrafię wykorzystać tego, co w sobie posiadam...

Opóźniona - bo zbyt późno zauważam własne błędy...

Niewidoma - bo czasem nie widzę tego, co widzieć powinnam...

Pomocna - bo wiem co znaczy nie podać komuś ręki...

Rozmarzona - bo czasem nie pozostaje mi nic innego...

Zasłuchana - bo ciągle szukam mądrych słów..."

A TY Jaka Jesteś??

znalezione na FB

środa, 21 sierpnia 2013

"Młody oficer marynarki zakochał się w dziewczynie – taki jest tej historii początek. Poznali się, zaprzyjaźnili. On się oświadczył, a ona przyjęła jego rękę i serce. Zakochani pobrali się, byli szczęśliwi, a w ich rodzinie panowała miłość. Proste, prawda? Nieszczęście nadeszło niespodziewanie…Żona zachorowała, poszła do lekarza, została źle postawiona diagnoza i w wyniku nieprawidłowego leczenia kobieta straciła wzrok. Rzuciła pracę, stała się rozdrażniona i przerażona, myśląc, że jej młody mąż nie ma obowiązku tkwić z niewidomą kobietą do końca życia. Mąż również się martwił, rozumiejąc, że ukochana uważa siebie za balast w jego życiu. Zaczęły się kłótnie i brak porozumienia. Nagle męża olśniło:- Czemu nie miałabyś wrócić do pracy? – zapytał.- Jakim cudem mam pracować? – zdenerwowała się żona. – Czyżbyś zapomniał, że jestem ślepa? Jak mam dojechać do pracy? Jak mam pracować?- Będę cię codziennie odwoził samochodem i przyjeżdżał po ciebie. Spróbujemy?Kobieta się zgodziła, a mąż zaczął codziennie odwozić ją do pracy, a po pracy zabierać do domu. Żona nabrała wyraźnie apetytu na życie. Ich relacje znacznie się poprawiły, a życie rodzinne prawie wróciło do normy.Młody oficer wykonał kolejny krok:- Kochanie, - powiedział. – Jeśli chcesz, możesz jeździć do pracy autobusem, dasz radę!- Myślisz, że sobie poradzę? – spytała żona.- Oczywiście! Jesteś bardzo dzielna. Spróbujemy?Kobieta przychodziła na przystanek, wsiadała do autobusu i jechała do pracy. Nabrała pewności siebie, radziła sobie coraz lepiej i w krótkim czasie jej życie ponownie stało się szczęśliwe. Pewnego razu, gdy jak zwykle wsiadała do autobusu, kierowca powiedział:- Proszę pani, jest pani bardzo szczęśliwą kobietą!- Dlaczego pan tak sądzi?- Od trzech lat codziennie jeździ pani tym autobusem, a tuż za panią wsiada młody oficer, patrzy na panią przez całą drogę z zachwytem, a gdy pani wysiada – on macha pani ręką na pożegnanie i przesyła pocałunek.

wtorek, 20 sierpnia 2013
Spokój

"Spokojny jest ten, kto potrafi coś zostawić. Na przykład troskę, wzburzenie serca po zniewadze, upokorzeniu, zniesławieniu. Spokojny jest także ten, kto zostawia stare sny, dawne pretensje, stare zarzuty i potrafi tym samym uwolnić od nich serce, tak iż jest spokojny, opanowany i gotowy na to, co teraz możliwe i ofiarowane. Spokojny jest dlatego też ten, kto przebacza w sensie zgody na przeminięcie, bez dodawania czegokolwiek. Ten spokój jest siłą bez emocji, skupioną gotowością na to, co nadejdzie i na chwilę obecną".

Bert Hellinger

poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Ojciec zapomina

Posłuchaj, synu!

Mówię do ciebie, kiedy śpisz, z małą łapką skurczoną pod policzkiem i jasnymi lokami przyklejonymi do wilgotnego czoła. Przyszedłem do twojego pokoju z własnej woli. Kilka minut temu, kiedy czytałem w bibliotece gazetę, przetoczyła się przeze mnie dusząca fala wyrzutów sumienia. W poczuciu winy stoję przy twym łóżku.Oto, co myślałem, synu. Byłem dla ciebie ciężarem. Zrugałem cię, kiedy szykowałeś się do szkoły, ponieważ ledwie przetarłeś twarz ręcznikiem. Kazałem ci prosić o pozwolenie, byś nie musiał czyścić butów. Krzyknąłem ze złością, gdy upuściłeś coś na podłogę.Przy śniadaniu też wytknąłem ci błąd. Rozlałeś coś. Pospiesznie przełykałeś jedzenie. Zbyt grubo posmarowałeś chleb masłem. A potem, kiedy zacząłeś się bawić, a ja szykowałem się do wyjścia, odwróciłeś się i krzyknąłeś: „Do widzenia, tato!” Spojrzałem na ciebie spod oka i w odpowiedzi powiedziałem jedynie: „Nie garb się!”Wszystko zaczęło się od nowa późnym popołudniem. Zobaczyłem cię już na drodze. Na klęczkach grałeś w kulki. Miałeś dziurawe skarpety. Upokorzyłem cię przy twoich kolegach, każąc ci maszerować przed sobą do domu. Skarpetki były drogie - gdybyś sam musiał je kupić, bardziej byś o nie dbał! Wyobraź sobie synu, tak pomyślałem.Czy pamiętasz, jak później, kiedy czytałem w bibliotece, wszedłeś nieśmiało, z wyrazem bólu w oczach? Kiedy spojrzałem znad gazety, stałeś w drzwiach wahając się, czy wejść. „Czego znów chcesz?” —warknąłem.Nie odpowiedziałeś, tylko przebiegłeś przez pokój jak burza i zarzuciłeś mi ręce na szyję, i pocałowałeś mnie, i twoje małe rączki zacisnęły się z uczuciem, które Bóg zaszczepił w twoim sercu i którego nie zabije nawet moje zaniedbanie. A potem już cię nie było - twoje nóżki tupały na schodach.Tak, synu, wkrótce potem gazeta wysunęła mi się z rąk i chwycił mnie okropny, chorobliwy strach. Cóż za nałóg mną owładnął? Nałóg wynajdywania błędów i dawania reprymend – tak jakbym zapomniał, że jesteś tylko chłopcem. Ale nie dlatego, że cię nie kocham. To dlatego, że zbyt wiele od ciebie wymagałem. Oceniałem cię na miarę moich własnych lat.A tyle było w twoim zachowaniu prawdy, dobra i delikatności. Twoje serce jest tak wielkie jak brzask nad wzgórzami. Było to widać, kiedy wbiegłeś, by spontanicznie pocałować mnie na dobranoc. Nic więcej nie liczy się tej nocy, synu. Przyszedłem pod osłoną ciemności do twojej sypialni i klęczę tu zawstydzony!To kiepska pokuta. Wiem, że nie zrozumiałbyś tego wszystkiego, gdybym mówił do ciebie za dnia, kiedy nie śpisz. Ale jutro będę prawdziwym tatą! Będę twoim kumplem i będę płakać, gdy ty płaczesz, i śmiać się, gdy ty się śmiejesz. Ugryzę się w język, kiedy przyjdą słowa zniecierpliwienia. Będę wciąż sobie powtarzał jak zaklęcie: „On jest tylko chłopcem, małym chłopcem!”Chciałem widzieć w tobie mężczyznę. A jednak teraz, kiedy skulony śpisz na swym posłaniu, widzę, synu, że jesteś wciąż dzieckiem. Jeszcze wczoraj tuliła cię matka, trzymałeś głowę na jej ramieniu. Żądałem zbyt wiele, zbyt wiele."

Źródło Google

niedziela, 18 sierpnia 2013
O pełni życia

Pielęgniarka z przychodni miała koło pięćdziesiątki. Była korpulentna, z twarzą pokrytą zmarszczkami. Niezbyt piękna, miała jednak tyle szczerości w jasnym spojrzeniu szarych oczu, że jej rysy, choć pospolite, jakby się od tego rozświetlały. We wszystkich wątpliwych przypadkach jej obecność i doświadczenie dodawały pewności moim niepewnym diagnozom...
Od dwudziestu lat sama jedna leczyła ludzi w tym okręgu. Jej zadanie było ogromnie ciężkie: co dzień dwudziestokilometrowy objazd, nie mówiąc już o nocach. Podziwiałem ją szczególnie za odwagę, cierpliwość, bezkompromisowość i... wesołość. Zasadniczą cechą jej charakteru zdawało się być całkowite zapominanie o sobie; nigdy nie była na tyle zajęta, aby nie powiedzieć słowa otuchy, ani zbyt zmęczona, by nie zareagować nocą na pilne wezwanie.
Oczywiście, mimo że tak uwielbiano ją w okolicy, wynagrodzenie pobierała nader skromne. Pewnego popołudnia, kiedy piła herbatę po wyjątkowo wyczerpującej pracy, odważyłem się poruszyć tę sprawę:
- Dlaczego nie zażąda pani wyższej płacy? - spytałem ją. - To śmieszne pracować za takie grosze...
Ze zdziwienia uniosła lekko brwi, a potem uśmiechnęła się.
- Mam tyle, że wystarcza mi na życie - odrzekła.
- Nie - upierałem się. - Powinna pani zarabiać więcej. Bóg wie, że zasługuje pani na to.
Zapadła cisza.
- Doktorze - powiedziała - jeśli Bóg wie, że na to zasługuję, po co więcej żądać? Dla mnie tylko to się liczy.
Same te słowa znaczyły niewiele, ale wyraz jej oczu mówił o wiele więcej. Nagle doznałem olśnienia, pojąłem, jak bogate było jej życie i przeciwnie - jak puste moje...

Znalezione w necie

 
1 , 2 , 3
O autorze