Kategorie: Wszystkie | małżeństwo
RSS
sobota, 29 czerwca 2013
Przywilej dzieciństwa

Każdy z nas ma swoje wewnętrzne dziecko, tę cząstkę, która nie boi się eksperymentować i próbować nowych rzeczy, nie zastanawia się, jak ocenią je krytycy... jeśli coś robi to szczerze i dla czystej radość :) warto wyciągać ręce do swojego wewnętrznego dziecka jak najczęściej :)

piątek, 28 czerwca 2013
Pozwólcie dziś dzieciom troszkę poszaleć

Jak mamy być grzeczni, skoro jak byliśmy mali, to oglądaliśmy Tarzana, który chodził półnago. Kopciuszek wracał o 12.00 w nocy. Pinokio kłamał. Alladyn był złodziejem. Batman jeździł 320kmh. Królewna Śnieżka mieszkała z 7 chłopakami. Papaj palił fajki i miał pełno tatuaży. Pacman biegał po ciemnej sali i jadł kolorowe pigułki od których dostawał energii. Bolek i Lolek oraz Tola, żyli w trójkącie. Żwirek i Muchomorek byli parą. A Pan Kleks czytał poradniki Młodego Zielarza, Kaczor Donald chodził bez majtek, a Smerfetka była tylko jedna na wioskę!

czwartek, 27 czerwca 2013
Miłość nie patrzy w metrykę

Spotyka się dwoje ludzi i zaczyna między nimi coś iskrzyć. Widzimy, że chodzą zamyśleni lub patrzą w dal. Każdy temat kończy się słowami:”A wiesz, on/ona to…” Tylko rozsądek pyta: „Czy z tego coś może być, w końcu różnica wieku jest taka duża?” Sercu wiek nie robi różnicy lecz rozsądkowi tak.
Czy jest się czego obawiać? Poza strachem, co ludzie powiedzą. Niech ludzie zajmą się swoimi problemami, a nie ocenianiem. Ludzie nie mają na uwadze naszego szczęścia, a jedynie lubią sensację i pouczać innych, co jest dobre.
Boimy się jednak, ze będziemy mieli różne oczekiwania wynikające z wieku. Młodość rządzi się innym prawem, lubi się przecież wyszaleć, trudno o odpowiedzialność. Dojrzali natomiast mają swoje doświadczenie, sparzyli się nie raz i boją się ryzykować. Mają też ku temu powody, ponieważ niejednokrotnie nie odpowiadają tylko za siebie. Mają już dzieci, o których szczęście muszą się troszczyć. Teraz jest nam dobrze, ale co będzie z nami w przyszłości.Miłość nie zna pojęcia wieku, różnice nie mają znaczenia. Często nawet się tego nie czuje. Ale to życie codzienne weryfikuje, czy obawy były słuszne.
Niedojrzała miłość mówi: ,,Kocham cię, ponieważ cię potrzebuję”. Dojrzała miłość mówi: ,,Potrzebuję cię, ponieważ cię kocham”. 

Erich Fromm

środa, 26 czerwca 2013
Szczęście

Niewidoczne, a jednak łatwo je zauważyć,

Nie ma zapachu, ale potrafisz je wyczuć,

Milczy, a jednak zawsze je słychać...

CZYM JEST?

Wesołą iskierką w oczach przyjaciela,

Zapachem ulubionego ciasta, które zawsze piecze babcia,

Śmiechem dzieci, bawiących się w podwórkowej piaskownicy.


wtorek, 25 czerwca 2013
Posłuchaj

Żeby coś osiągnąć w 95% przypadków nie potrzebujesz jednorazowego kopa motywacyjnego tylko stałej chęci do działania każdego dnia, a to dlatego, że po prostu znacznej większości swoich celów nie osiągniesz w jednym dniu, prawda? Nie schudniesz w jeden dzień, nie rzucisz nałogu, nie wyrobisz w sobie nowego nawyku, nie napiszesz książki, nie zrealizujesz większości złożonych projektów, nie staniesz się ekspertem ani nie zdobędziesz żadnej nowej umiejętności w jeden dzień.

Damian Redmer

poniedziałek, 24 czerwca 2013
Złamane serce

- Czy to Biuro Napraw? Dział Reperacji Złamanych Serc?

- Do usług. Co się stało?

- Wiadomo! Serce mi złamał!

- A jakim cudem pani na to pozwoliła?

- A czy mnie ktoś pytał??? Machnął ręką, drań, a serce w drobny mak!

- Pewnie nie dbała pani o to serce, poniewierało się wszędzie, skoro tak łatwo je złamać.

- Ja??? Wcale nie! Przeciwnie, było pełne miłości, zaufałam mu, a on… Zamiast dbać o nie, to je złamał.

- Niechcący? Przypadkiem?

- Jak to niechcący??? Przypadkiem to może być jeden raz, a mi się to zdarza regularnie. Rozwiodłam się z mężem, bolało bardzo. On też mi złamał serce. Wszyscy się jakoś normalnie rozwodzą, tylko ja mam pecha. Tyle było bólu, tyle łez. Nie wiem jak to wytrzymałam. Serce potem sklejałam po kawałku, wyszłam z tego jakoś, a teraz – znowu!

- Co tym razem?

- Zakochałam się. Tak się zakochałam, że zrozumiałam – to on! Mój! Okazało się, że to co czułam do męża, wcale nie było miłością tylko przywiązaniem. A tym razem serce po prostu zamarło.

- Miłość to wspaniałe uczucie – gratuluję! A w czym problem? Już pani go nie kocha?

- Kocham! Nawet bardziej, niż na początku. To jemu przeszło. Chociaż mówi, że kocha.

- Chwileczkę. Chyba się pani sama zaplątała – kto kogo kocha? Kto kogo nie kocha? Dlaczego serce zostało złamane? Po kolei.- Dobrze, po kolei. Poznaliśmy się w pracy, zakochałam się. Spotykaliśmy się przez trzy lata, nawet mieszkaliśmy razem, wiele razy się rozstawaliśmy i znowu się schodziliśmy, kłóciliśmy się i godzili.

- Nie zastanowiło to pani? Taki brak stabilności w relacjach?

- Nie. Wszyscy tak żyją.

- Myli się pani – nie wszyscy. Tylko ci ze skłonnościami do sadomasochizmu. Uzależnieni od adrenaliny. Muszą zawsze mieć powód do awantury, do odejść i powrotów.

- Powód był, bardzo prozaiczny. Nie chciał się ze mną ożenić.- Ale chyba każdy sam sobie wybiera, w jakim stopniu pragnie bliskości?- Ale ja chciałam wyjść za niego, mieć z nim dzieci! Tylu miałam mężczyzn, oświadczali się, a ja odmawiałam, a za niego naprawdę chciałam wyjść! Zresztą on mówił, że mnie kocha. Kłamał?

- Dlaczego „kłamał”? „Kochać” a „ożenić się” to dwie różne kwestie.

- Ale ja od razu mu mówiłam, że nie chcę wolnego związku!

- Chciała pani zniewolonego związku? Żartowałem… Mimo to, była pani w tym wolnym związku – to jakiś brak konsekwencji. Trzeba było zaczekać do ślubu.

- Co też pan! Kto by tyle czekał! Przecież trzeba jakoś mężczyznę do siebie przywiązać.

- Rozumiem. Chce pani jedno, myśli drugie, a robi trzecie. Taki spory wewnętrzny konflikt. Przywiązała pani?

- Nie tyle przywiązałam, co sama się przywiązałam… Nie wiem kiedy…

- Zwykle tak bywa. Przywiązywanie to niebezpieczne zajęcie. Sznurek ma przecież dwa końce… No i stało się.

- Było dobrze, po mojej myśli. Przycisnęłam go, oświadczył się. A potem zaczął się wyrywać. Aż w końcu poszedł jak pies spuszczony z łańcucha…

- Nic dziwnego. Nikt nie lubi siedzieć na uwięzi. 

- Miałam depresję, ciśnienie mi skoczyło, wyłam po nocach. Ale dałam radę, przeżyłam, przyjaciele pomogli, chodziłam na różne warsztaty, na szkolenia. Doszłam do siebie.

- A potem?

- Potem wrócił, opowiadał jak mu źle beze mnie, jaka tamta jest niedobra, błagał o drugą szansę, kwiaty przynosił… Każdy człowiek zasługuje na drugą szansę!

- Zasługuje, powiada pani? Łatwo was namówić… Kwiatuszek, cukiereczek…

- Ale na szkoleniu mówili, żeby wybaczać! No to wybaczyłam.

- A powiedzieli pani na szkoleniu, że wybaczać – tak, ale powtarzać poprzednie błędy – nie!!! A pani znowu jak kochana mamusia – pobawił się synuś, poszalał, pokajał… dziecinka maleńka… Co było dalej?

- Niby jesteśmy razem, ale jak tylko wspomnę o ślubie to się wykręca. Ostatnio się przeprowadził za miasto, twierdzi, że ma bliżej do pracy. Czasem do mnie wpada, a od dwóch miesięcy tylko dzwoni czasami. Mówi, że kocha. A teraz się dowiedziałam, że ma inną. Codziennie się z nią spotyka, sama ich widziałam! Złamał mi serce, drań!

- No cóż, wychodzi na to, że ma nowy związek. Tak zdecydował. Zdarza się. Niech pani odpuści.

- Odpuściłam, a co miałam zrobić??? Dokąd miałam się podziać? Ale wciąż go kocham i ta miłość zatruwa mi życie.

- Co pani mówi??? Jak miłość może zatruwać??? Miłość to nie jest trutka na szczury. Miłość to Światło, Radość, Wzloty! Miłość nie zatruwa. Zatruwa nieprzebrana chęć posiadania. I uzależnienie od adrenaliny w tego typu relacjach – też zatruwa. - Chciałam, żeby było dobrze. Boję się, że znowu wróci i wszystko się powtórzy.

 - Droga pani, jeżeli pani nie chce, to niech pani nie powtarza. Przecież nikt pani nie zmusza. Proszę wyciągnąć wnioski i naprzód – w nowe życie, nowe relacje.

 - Nie mogę, nie chcę nikogo innego, nie chcę nowego życia, chcę jego, cały czas o nim myślę… kocham go.

- To czemu pani cierpi? Mówiłem, że miłość to Światło, Radość, Wzloty!- Owszem, kiedy on jest obok. A jak go nie ma – to łzy, cierpienie, złamane serce.- To nie jest miłość tylko uzależnienie. Pani nie kocha jego. Pani kocha cierpienie.

- Ja??? Co pan mówi???

- Pani. Napawa się pani cierpieniem, celebruje. Wybrała sobie pani partnera, który sprawnie dostarcza pani bólu, przywiązała się pani do niego i za nic w świecie nie chce pani odpuścić. Czego tylko ten partner nie robił, żeby pani poczuła, zatrzymała się, zadała sobie pytanie „Po co ja to robię? Dlaczego pozwałam łamać sobie serce i jeszcze proszę o więcej?” A pani wciąż nie może zrozumieć, że serce jest pani własnością i tylko pani może je obronić przed nieproszonymi gośćmi i niepożądanym wpływem.

- To co mam robić?

- Nauczyć się kochać siebie. Nie zależeć od mężczyzn, od relacji, od stempla w urzędzie. Być szczęśliwą, niezależnie od niczego. I nigdy, nikomu, w żadnych okolicznościach nie pozwalać na łamanie serca!

- Według pana sama sobie zadaję ból?

- Według mnie – tak. A mężczyźni to w pani rękach tylko narzędzie. Pani ich nie kocha, pani ich wykorzystuje. Proszę pamiętać, że cierpienie to narkotyk, za każdym razem uzależniony potrzebuje większej dawki. Zacznie pani chorować, starzeć się… O to pani chodzi? Powierzę pani mały sekret: gdy serce wypełnione jest miłością to jest nie do złamania. A miłość do innych zaczyna się od miłości do siebie. Sprawdzone przez Dział Reperacji Złamanych Serc.

- A kiedy zaczniecie je reperować?- Wcale nie zaczniemy. To pani zacznie. My tylko dajemy instrukcje i rady, a poza tym mamy tu samoobsługę. Ponieważ serce jest własnością prywatną każdego i nawet my, anioły z Działu Reperacji Złamanych Serce, nie pozwalamy sobie na naruszanie tak osobistego terenu.- Dobrze, rozumiem. Będę naprawiać swoje złamane serce. A wy będziecie mną kierować?

- Kierować – nie. Będziemy pomagać. Proszę się nie uzależniać, nawet od aniołów. I proszę dzwonić. Biuro Napraw, Dział Reperacji Złamanych Serc, zawsze do usług!

Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj. Przekład I.Z

niedziela, 23 czerwca 2013
Bóg stworzył Ojca

 "Kiedy dobry Bóg zajmował się tworzeniem ojca, wykonał najpierw konstrukcję dosyć wysoką i potężną.

Ale pewien anioł, który znajdował się akurat w pobliżu powiedział:
- Ojejeku, a co to za ojciec? Jeśli dzieci uczyniłaś tak malutkie, jak dizurki w serze, dlaczego robisz tak potężnego ojca? Nie będzie mógł 
grać w warcaby dopóki nie uklęknie. Nie utuli dziecka do snu bez zwijania się w kłębek, ani nawet nie ucałuje bez składania się w pół.
Bóg uśmiechnął się i odpowiedział:
- Masz rację, ale jeśli uczynię go mniejszym, to dzieci nie będą miały nikogo, na kogo będą mogły patrzeć zadzierając w górę głowę.
Kiedy potem lepił jego dłonie, uczynił je dosyć dużymi i silnymi.
Anioł przechylił głowę i z dezaprobatą powiedział:
– Ojejku, jak takie olbrzymie ręce będą mogły zawiązać dziecku kokardkę, zapiąć lub odpiąć guzik, zapleść warkocz albo wyjąć drzazgę z paluszka?
Bóg uśmiechnął się i rzekł:
– To prawda, ale za to są wystarczająco duże, by pomieścić wszystko to, co można znaleźć w dziecięcej kieszeni a jednocześnie wystarczając małe, by pogłaskać go po głowie.
Bóg właśnie rozpoczął tworzenie dwóch nóg, tak dużych, jakich jeszcze nikt nie widział, kiedy anioł znowu wybuchnął:
– Tak nie może być! Czy Ty, naprawdę myślisz, że takie dwie barki będą w stanie na czas wyskoczyć rano z łóżka, by móc ukoić płaczące dziecko? Czy przeciśnie się on między grupką dzieci, bez zmiażdżenia co najmniej dwojga z nich?
Bóg uśmiechnął się i powiedział:
– Nie obawiaj się, będą bardzo dobre. Zobaczysz: utrzymają równowagę 
dziecka, które się z nim bawi w: „jedzie, jedzie pan, na koniku sam;” Będą wypędzały myszy z wielkiej chaty i chwaliły się butami a dużymi na kogokolwiek innego.
Bóg pracował całą noc, aby powierzyć ojcu jedynie niewielką ilość słów, ale za to silny i budzący zaufanie głos; oczy, które wszystko widzą, ale pozostają spokojne i wyrozumiałe. A w końcu, po długim namyśle, uczynił ostatnim dotknięciem łzy. Po tym wszystkim 
zwrócił się do swojego anioła z pytaniem:

- Czy teraz już się przekonałeś, że ojciec może kochać tak bardzo, jak matka?"

sobota, 22 czerwca 2013
Wygląd

Wielu ludzi wydaje dużo pieniędzy, aby ładnie wyglądać. Z tego pragnienia, by pokazać się innym, atrakcyjniejszym niż się jest w istocie, prosperuje cała gałąź przemysłu. W dzisiejszych czasach pielgrzymuje się do instytutów piękności. Tam zewnętrzna powłoka człowieka zostaje przy pomocy wszelkich możliwych środków wypolerowana na najwyższy połysk. Drogie są te zabiegi, a ich efekty w rezultacie wcale nie trwają długo.
Spróbuj teraz nowej metody. Ona nic nie kosztuje, a mimo to jest skuteczna: uśmiech!
Ta metoda zaczyna się w sercu człowieka. Nie chodzi tu bowiem o sztuczny uśmiech, który nakładamy, by zyskać sobie klientelę czy przypodobać komuś. Ważny jest uśmiech, który wypływa z wewnętrznego pokoju, z radości dobrego serca.
Taki uśmiech czyni pięknym każdego człowieka.
Staraj się okazywać innym swoje dobre serce. Wtedy nie będzie ważne, że Twój nos jest zbyt krótki albo za długi, spłaszczony lub zadarty. Nikt nie będzie zwracał uwagi na to, że masz zmarszczki albo piegi i że Twoja głowa jest już osiwiała. Gdy uśmiech dobroci opromieni Twoją twarz dla wszystkich będziesz piękny/a i atrakcyjny/a.

Phil Bosmans

piątek, 21 czerwca 2013
Co jest ważne w związku z kobietą?

"- Umiejętność wspólnego wykonywania jakiejś czynności. To może być moczenie nóg w misce albo osiąganie Nagrody Nobla. Cokolwiek, byle sprawiało wspólnie przyjemność. Nie mieszając w to seksu oczywiście. I te dobre chwile trzeba pielęgnować. Ale tu jestem teoretykiem, inwalidą. Nie umiem tego robić. Ona – ta moja żona – umie.

W czym trudność?

- W akceptacji uzgodnionej obopólnie formy zabawy. Lubimy zmiany, więc graniczy z pewnością, że wciąż ta sama atrakcja przestaje być atrakcją. A każde ciągnie trochę w swoją stronę, więc niekiedy zabawa się nie udaje.W różnych obszarach tak zwanego pożycia ujawniają się trudności, które zaskakują i warto się nad nimi pochylić. Szczegółów nie będzie. Ale ja nie czuję się przez to gorszy. Są takie momenty, że jeden drugiego dźwiga. Ona mnie niesie w tych sytuacjach, gdy trzeba pielęgnować uczucia. Ja ją, kiedy czegoś nie wie, gdzie jest pewien błąd, który trzeba dostrzec i zdefiniować, a w końcu umówić się na przyszłość na wspólny sposób radzenia sobie z nim. Każdy jest od czegoś. Ani ten nie jest lepszy, ani ten gorszy. Bo być może jednego trzeba wlec przez 20 lat, żeby on powiedział: byłem zmęczony, teraz mogę iść sam. W końcu od tego jest miłość..."

czwartek, 20 czerwca 2013
To jest właśnie życie

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,

że emocjonalny ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie,
żebym nie żył wbrew własnej prawdzie.
Dziś wiem, że to się nazywa
AUTENTYCZNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
jak żenujące jest dla innych, gdy narzucam im własne pragnienia,
wiedząc, że ani nie nadszedł odpowiedni czas,
ani tamta osoba nie jest na to gotowa,
nawet jeśli byłem nią ja sam.
Dziś wiem, że to się nazywa
SZACUNKIEM DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec,
że wszystko wokół mnie stanowi zaproszenie do rozwoju.
Dziś wiem, że to się nazywa
DOJRZAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
że zawsze i we wszystkich okolicznościach
jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu
i że wszystko, co się dzieje, jest właściwe.
Od tamtej pory mogłem być spokojny.
Dziś wiem, że to się nazywa
WEWNĘTRZNĄ PEWNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem ograbiać się z wolnego czasu
i przestałem tworzyć kolejne wielkie plany na przyszłość.
Dziś robię tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność,
co kocham i co sprawia, że moje serce się uśmiecha.
I robię to na swój sposób i we własnym tempie.
Dziś wiem, że to się nazywa
RZETELNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uwolniłem się
od tego wszystkiego, co nie było dla mnie zdrowe.
od potraw, ludzi, przedmiotów, sytuacji i od wszystkiego,
co wciąż odciągało mnie ode mnie samego.
Na początku nazywałem to "zdrowym egoizmem"
Ale dziś wiem, że to
MIŁOŚĆ DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem chcieć zawsze mieć rację.
Dzięki temu rzadziej się myliłem.
Dziś wiem, że to się nazywa
SKROMNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
wzbraniałem się przed życiem w przeszłości
i troską o własną przyszłość.
Teraz żyję chwilą, w której dzieje się WSZYSTKO.
Żyję więc teraz każdym dniem i nazywam to
DOSKONAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że moje myślenie może uczynić ze mnie chorego nędznika.
Kiedy jednak zwróciłem się do sił mojego serca,
mój rozum zyskał ważnego wspólnika.
Ten związek nazywam dziś
MĄDROŚCIĄ SERCA.

Nie musimy już się obawiać sporów,
konfliktów i problemów z samymi sobą i z innymi,
ponieważ nawet gwiazdy wpadają na siebie, tworząc nowe światy.
Dziś wiem, że
TO JEST WŁAŚNIE ŻYCIE!

Charles Chaplin o swoim życiu

 
1 , 2 , 3
O autorze