Kategorie: Wszystkie | małżeństwo
RSS
czwartek, 31 maja 2012
Nasze życie

Dotyk dłoni, tak lekki, a tak wiele znaczy...

Pocałunek niewinny, a wszystko tłumaczy...

Przytulenie tak ciche, a mówi nam tyle i spojrzenie bezkresne, choć trwające chwilę...

Czułe słowa, ulotne a dające wiarę...

Małe gesty niepewne, a tak doskonałe...

Łza na rzęsach, znak smutku, a zwiastun radości...

Nasze życie nietrwałe, a pełne miłości!


 

środa, 30 maja 2012
13 rad jak żyć

 1. Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział, że ona nigdy nie będzie Twoja. 

2. Nigdy nie przestawaj się uśmiechać, nawet, jeśli jesteś smutny, ponieważ nigdy nie wiesz, kto może się zakochać w Twoim uśmiechu. 

3. Stań się lepszym człowiekiem. Zanim poznasz kogoś, upewnij się, że znasz siebie i że nie będziesz chciał być taki jak on chce, ale będziesz sobą. 

4. Być może Bóg chciał abyś poznał wielu złych ludzi zanim poznasz tę dobrą, abyś mógł ją rozpoznać, kiedy ona się w końcu pojawi. 

5. Jeśli ktoś nie kocha Cię tak jakbyś tego chciał, nie oznacza to, że nie kocha Cię on z całego serca i ponad życie. 

6. Zawsze znajdzie się ktoś, kto Cię skrytykuje. Zdobywaj zaufanie ludzi i uważaj na tych, których zaufanie już raz straciłeś. 

7. Nie biegnij za szybko przez życie, bo najlepsze rzeczy zdarzają się nam, wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy. 

8. Nie kocham Cię za to, kim jesteś, ale za to, jaki jesteś, kiedy przebywam z Tobą. 

9. Nikt nie zasługuje na Twoje łzy, a ten, kto na nie zasługuje na pewno nie doprowadzi Cię do płaczu. 

10. Prawdziwy przyjaciel jest z Tobą na dobre i na złe. 

11. Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem. 

12. Nie trać czasu z kimś, kto nie ma go, aby go spędzać z Tobą. 

13. Nie płacz, że coś się skończyło, tylko uśmiechaj się, że Ci się to przytrafiło. 

wtorek, 29 maja 2012
Jak być lubianym

Żeby zmieniło się nasze życie musimy najpierw zmienić samych siebie! 

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud. Zdrowe myśli tworzą zdrowe emocje i zdrowe, dobre samopoczucie, natomiast chore myśli tworzą chore emocje i chore, złe samopoczucie. 
Umiejętność życia polega na znalezieniu złotego środka i równowagi pomiędzy naszymi planami życiowymi, a tym co nas spotyka w rzeczywistości życia, w różnych jego aspektach, okolicznościach i sytuacjach oraz na właściwym reagowaniu na fakty i wydarzenia, podejmowaniu właściwych wyborów i decyzji i optymalnym wykorzystywaniu każdej danej nam chwili życia. 
Nie przejmuj się rzeczami, na które już nie masz wpływu i które nie mają znaczenia dla Twojego i innych życia. 
Swoje błędy nie nazywam porażką, tylko treningiem, dlatego nie boję się ćwiczyć i popełniać błędy, bo tylko w ten sposób uczę się praktycznie, rozwijam i doskonalę. 
Człowiek mądry uczy się na własnych błędach. Ale człowiek bardzo mądry uczy się na własnych błędach i innych. 
Nieważne jak, ważne żebyś zaczął. 
Przekazuję zdobytą wiedzę innym. W ten sposób zapamiętuję ją lepiej, pomagam i wspieram innych. 
Dawaj innym to samo, co chciałbyś Ty dostać. 

Podsuwaj ludziom dobre pomysły i rozwiązania ich problemów, a będą uważali Cię za życzliwego, wielkodusznego i sprzyjającego im człowieka. 


poniedziałek, 28 maja 2012
7 łez

Siedem łez zawirowało, 

pod powieką pytając,
która ważniejsza?
Pierwsza- łza zadziwiona,
że jeszcze jest tyle piękna.
Druga- zakłopotała się nieco
czy jest jeszcze potrzeba?
Łza smutku-jej odpowiedziała,
że bez niej by nie istniała
zakłopotanie i smutek
zawsze idą w parze.
Łza czwarta, oby ich było najwięcej
ponieważ płakać z radości
jest ogromnym szczęściem.
Miłości łza-ta najpiękniejsza,
z niej rodzi się maleńka istota.
Piąta spłynęła cichutko,
to tęsknoty mokry ślad
gdy czeka się w życiu
na miłości dar.
Szósta czasami się zjawi
rozczarowania jest skutkiem.
Każda łza jest potrzebna
by życie godnie przeżyć,
lecz niech nikomu
nie spłynie z oczu.

Siódma łza- gdy umiera nadzieja.

 

niedziela, 27 maja 2012
Człowiek z zasadami

Człowiek z zasadami wcale łatwego życia nie ma. Sam fakt, że ma zasady oznacza pewne ograniczanie samego siebie. Jak wiecie ja żyję tylko dzięki zasadom by swoje życie jakoś podporządkować sobie. Jedne składają się ze zwykłej moralności, inne powstały
w okresie buntowniczym, smutnym, rannym - jednak wszystkie trwają do dziś. Wszystkie określają to jaka jestem.
 

CZŁOWIEK Z ZASADAMI,JEST NIEWYGODNY...


sobota, 26 maja 2012
Matka

Matka wnosi piękno do świata dzieci poprzez swój uśmiech, swoją kreatywność i czułość,
a także gotowość dostrzegania potrzeb innych.


 

piątek, 25 maja 2012
Do szczęścia trzeba niewiele

Czasem do szczęścia trzeba niewiele: 


wystarczy słowo - uśmiech słoneczny 


lub dobre serce kogoś bliskiego. 


Troska, tęsknota, odzew serdeczny. 



Tylko dwa słowa wystarczą miłe, 


płynące z serca, oddane szczerze, 


by poczuć błogość skrzydeł anioła 


i ciepło, które znaczy tak wiele. 



Dobrze mieć takie czułe oparcie, 


gdy szczęście rano na Ciebie czeka. 


Małe "Dzień dobry", kawałek wiersza, 


może osłodzić życie człowieka. 




czwartek, 24 maja 2012
Czas płynie nam wszystkim. Niektórym po prostu szybciej.

Kiedy wróciłem tamtego wieczoru do domu, moja żona przygotowywała kolację. Wziąłem ją za rękę, spojrzałem w oczy i powiedziałem: Musimy porozmawiać. Usiadła i po cichu zaczęła jeść posiłek. Po raz kolejny w oczy rzucił mi się ten ból w j...ej oczach. Nie potrafiłem wycedzić z siebie ani jednego słowa. Ale w końcu musiałem powiedzieć to, o czym tak długo myślałem. Chciałem rozwodu. W końcu to z siebie wyrzuciłem. Ku memu zdziwieniu nie rozpaczała, zamiast tego zapytała o powód.

Starałem się zmienić temat. To ją zdenerwowało. Chlusnęła we mnie wodą ze szklanki i stwierdziła, że nie jestem mężczyzną. Tamtej nocy w ogóle już ze sobą nie rozmawialiśmy. Cały czas płakała. Wiedziałem, że chciała usłyszeć ode mnie co się stała z naszym małżeństwem. Ale nie chciałem dać jej prawdziwego powodu a nic innego mi do głowy nie przychodziło. Straciła mnie na rzecz Jane. Już jej, po prostu, nie kochałem. Było mi jej żal, nic po za tym.
W poczuciu winy, podpisałem wcześniej przygotowany pozew rozwodowy, oddając jej dom, nasz samochód i 30% w akcjach mojej firmy. Rzuciła tylko na to okiem i podarła dokument. Osoba, która poświęciła mi 10 lat życia, stała się nagle zupełnie obca. Żal mi było jej straconego czasu, energii i poświęcenia, ale moja miłość do Jane była zbyt duża, no i kości zostały rzucone. W końcu jej płacz zmienił się w rozpacz, nabrał na sile, czego się spodziewałem. Prawdę mówiąc w tym momencie ulżyło mi. Pomysł rozwodu, który chodził za mną od tygodni, ciążył niczym kamień, w końcu zaczął wydawać się rozsądnym i prawidłowym rozwiązaniem. Utwierdziłem się w tym rozwiązaniu.
Następnego dnia , wróciłem do domu bardzo późno, zobaczyłem ją piszącą coś przy stole. Nie chciało mi się przygotowywać sobie kolacji, więc udałem się prosto do łóżka. Sen zmógł mnie momentalnie, byłem tak wykończony niesamowitym dniem spędzonym z Jane. Kiedy się obudziłem, zobaczyłem ją nadal przy stole, piszącą. Prawdę mówiąc nie obchodziło mnie to, więc obróciłem się na drugi bok i usnąłem.
Nad ranem przedstawiła mi swoje warunki rozwodowe: Nie chciała ode mnie niczego, ale potrzebowała miesiąca czasu, wtedy da mi rozwód. Poprosiła również, że podczas tego miesiąca oboje zrobimy wszystko, żeby żyć ze sobą jak normalniej się tylko da. Jej powód był prosty: Nasz syn miał egzaminy za miesiąc a ona nie chciała, żeby rozpad małżeństwa rodziców wpłynął na jego naukę i wyniki.
To były warunki do zaakceptowania. Ale poprosiła o jeszcze coś. Poprosiła abym przypomniał sobie, jak przeniosłem ją przez próg sypialni w dniu naszego ślubu. Poprosiła, abym każdego dnia w ciągu tego ostatniego miesiąca naszego małżeństwa, niósł ją w ten sposób z naszej sypialni aż pod drzwi wejściowe. Pomyślałem, że jej odbiło. Ale chcąc doprowadzić do końca nasze małżeństwo i rozpocząć życie z Jane, zgodziłem się.
Opowiedziałem Jane o warunkach rozwodowych mojej żony. Śmiała się i powiedziała, że to absurd. Powiedziała również, że bez względu na sztuczki, jakie wymyśli moja żona, w końcu będzie musiała się pogodzić z końcem jej małżeństwa.

Moja żona i ja nie mieliśmy żadnego kontaktu cielesnego od bardzo dawna. Nawet zwykły dotyk był nam obcy. Więc kiedy, po raz pierwszy od dnia naszego ślubu, wziąłem ją w ramiona i przeniosłem z sypialni pod drzwi wejściowe, oboje czuliśmy się nieswojo i niezdarnie. Nasz syn wtórował całej sytuacji oklaskami. Patrzył na nas z uśmiechem i radością. Sprawiło mi to trochę bólu wewnątrz, wiedząc co się stanie za miesiąc. Trzymając ją tak w ramionach przeszedłem 10 metrów, zatrzymując się przed drzwiami wejściowymi. Ona spojrzała na mnie, zamknęła oczy i wyszeptała, abym nie mówił ich synowi o rozwodzie. Kiwnąłem głową, czując wewnątrz jakiś dziwny ból. Postawiłem ją na nogi, po czym pozwoliłem odejść na autobus, którym jechała do pracy. Sam pojechałem do swojego biura.
Drugiego dnia, poszło nam o wiele łatwiej. Wślizgnęła mi się na ręce, opierając się o klatkę piersiową. Zapach jej perfum momentalnie uderzył moje nozdrza. Zdałem sobie sprawę, że przez lata, wiele szczegółów umknęło mi , przestałem patrzeć na nią jak na kobietę. Zauważyłem, że nie była już tak młoda. Jej twarz otaczały zmarszczki, włosy u podstawy posiwiały. Nasze małżeństwo wyraźnie zaznaczyło swoje ślady na jej ciele. Przez moment, zacząłem się zastanawiać, co takiego jej zrobiłem.
Czwartego dnia, kiedy ją unosiłem, poczułem przez chwilę ten błysk intymności pomiędzy kobietą a mężczyzną, niczym przed laty. Patrzyłem na kobietę, która poświęciła mi 10 lat swojego życia. Szóstego dnia zacząłem coraz bardziej komfortowo czuć się, mając jej ciało blisko siebie. Jakby zatracona intymność zaczęła powracać z otchłani zapomnienia. Nie powiedziałem o tym Jane. Z każdym dniem, robiłem to z coraz większą łatwością i swobodą. Być może była to jakaś forma ćwiczenia, przez co stawałem się silniejszy fizycznie.
Pewnego ranka, zobaczyłem ją, jak wybiera co na siebie włożyć. Wybierała z pośród wielu sukienek, ale nie mogła się zdecydować. W pewnym momencie westchnęła i powiedziała jakby do siebie: Wszystkie moje sukienki zrobiły się za duże. Zdałem sobie sprawę, że strasznie straciła na wadze, dlatego z taką łatwością nosiłem ją każdego dnia. W końcu to do mnie dotarło. Nosiła w sobie tyle żalu, smutku i bólu. Jakby podświadomie moja dłoń sięgnęła jej głowy.
W tym momencie wszedł nasz syn i powiedział: Tato, czas abyś zaniósł mamę do wyjścia. Dla niego widok ojca niosącego jego mamę do drzwi wyjściowych stał się nieodłącznym rytuałem dnia. Moja żona przyciągnęła go do siebie i mocno przytuliła. Odwróciłem głowę, bojąc się że moje emocję puszczą i zmienię decyzję. Wziąłem ją w ramiona i zszedłem z nią te 10 metrów pod drzwi wyjściowe naszego domu. Czułem jak jej dłoń oplata moją szyję. Trzymałem ją w ramionach pewnie ale nie za mocno. Nagle poczułem jakby czas się cofnął o 10 lat.
Ale jej wątła sylwetka mnie zasmuciła. Ostatniego dnia, kiedy trzymałem ją w ramionach, poczułem jak każdy krok stawiam z trudem. Nasz syn już dawno był w szkole. Trzymając ją tak w ramionach, spojrzałem na nią i powiedziałem, że zdziwiło mnie jak brak intymności pomiędzy kobietą a mężczyzną wpływa na ich związek. Pojechałem do biura. Wszystko działo się tak szybko. Wyskoczyłem z samochodu, nawet go nie zamykając, nie chciałem dopuścić do siebie żadnych wątpliwości. Wszedłem na górę. Jane otworzyła mi drzwi. Spojrzałem jej głęboko w oczy i jakby wiedziała, co za chwilę powiem. Powiedziałem jej, że jest mi bardzo przykro, ale nie chcę rozwodu. Spojrzała na mnie, niczym porażona. Dotknęła mnie, jakby sprawdzając czy nie mam temperatury. Wziąłem ją za dłoń i odsunąłem ją. Powtórzyłem, jak bardzo mi przykro i, że się nie rozwiodę. Dotarło do mnie, jak wiele poświęciła dla mnie żona, jak brak dotyku i intymności wpłynął na relację między nami i jak zaniedbałem nasze małżeństwo, kobietę, która była przy mnie przez 10 lat, dała mi na świat syna. I być może zrozumiałem to dopiero teraz nosząc ją przez ten miesiąc na rękach. Dlatego będę pracował nad sobą i naszym małżeństwem i zrobię wszystko co w moich siłach, aby nosić ją do końca naszych dni, tak jak sobie przyrzekliśmy przed ołtarzem, w dniu naszego ślubu. Jane jakby oprzytomniała i poczułem silny plask na swoim policzku. Zamknęła za mną drzwi i słyszałem jak płacze. Zszedłem na dół i odjechałem. Po drodze zatrzymałem się w kwiaciarni i zamówiłem bukiet kwiatów dla mojej żony. Sprzedawczyni zapytała mnie co ma widnieć na karteczce przy bukiecie? Uśmiechnąłem się i napisałem : „Będę Cię nosił w ramionach każdego ranka aż śmierć nas nie rozłączy”.
Tego dnia wróciłem szybciej do domu, trzymając bukiet w dłoni. Byłem strasznie szczęśliwy, czułem uśmiech na mojej twarzy. Wszystko nabrało zupełnie nowych, niesamowicie świeżych barw. Wbiegłem po schodach na górę. Leżała na łóżku. Nie ruszała się. Była martwa. Jak się okazało, moja żona chorowała na raka od wielu miesięcy. Walczyła z tą straszną chorobą, przegrywała, będąc w stadium termalnym. Byłem tak zajęty swoim życiem i Jane, że tego nie zauważyłem. Wiedziała, że jej czas się kończy, dlatego sprawiła mi swój ostatni dar. Chciała mi oszczędzić reakcji syna, jego poczucia winy względem mnie i naszych relacji w przyszłości. Wiedziała, że gdyby rozwód doszedł do skutku, nasz syn znienawidziłby mnie. Przynajmniej w oczach naszego syna, nadal byłem kochającym ojcem… do samego końca.
Najdrobniejsze szczegóły naszego życia, te detale, są tym co jest najważniejsze w związku. Nie chodzi o posiadłość w której mieszkacie, samochody, domek letniskowy, konto w banku. One mogą jedynie stworzyć warunki w których żyjecie szczęśliwie, ale nie samo szczęście.
Więc nigdy nie traćcie z zasięgu wzroku najprostszych gestów. Dotyku, intymności, wzajemności. To one wpływają na jakość waszej relacji.
Czas płynie nam wszystkim. Niektórym po prostu szybciej.


środa, 23 maja 2012
Być pewnym...

Gdy masz więcej czasu 

by myśleć i marzyć, 
nie wystarczy chcieć kochać, 
trzeba się odważyć. 

Przyjąć czyjeś słabości, 
próżność, złe humory, 
czasem nawet zwątpić 
czy możesz być chory. 

Łzę otrzeć ukradkiem, 
przełknąć gorzkie słowo, 
wybaczyć, nabrać chęci, 
by zacząć na nowo. 

Marzyć, kochać i wierzyć, 
że to nie złudzenia, 
lecz lekcja życia 
znów do odrobienia. 

Lecz jednego być pewnym, 
do późnej starości: 
cóż życie jest warte, 

jeśli bez miłości??? 



wtorek, 22 maja 2012
***

Wyobraź sobie że życie polega na żonglowaniu pięcioma piłkami. Ich nazwy to praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i prawość. Wszystko udaje ci się utrzymywać w powietrzu. Ale pewnego dnia wreszcie do ciebie dociera, że praca jest gumową piłką. Jeżeli ją upuścisz, odbije się i wróci. Pozostałe cztery piłki - rodzina, zdrowie, przyjaciele, prawość - to szklane kule. Jeśli się którąś upuści, może się obić, wyszczerbić lub nawet roztrzaskać.

 
1 , 2 , 3
O autorze